niedziela, 25 marca 2012

W krzywym zwierciadle poczynań,
W krzywym zwierciadle przekonań,
Ujrzałem człowieka...
Rodzącego się na nowo.
W poszukiwaniu resztek godności,
Odnajduję swoje przeznaczenie,
Które jak okruchy życia,
Leży u mych stóp.
Gdy  podążam przez labirynt życia,
Walcząc z mrokiem bezsilności,
Ona tworzy więź,
Ona daje siłę,
I staje się mym orężem,
Do walki o lepszy byt.


Oczy?
Jak błękit nieba,
Włosy?
Puszyste jak letnie chmury,
Muskane ciepłym wiatrem.
Serce?
Zniewalające jak krajobraz wyśniony,
Usta?
Poranną rosą pokryte.
Tyś, która obiecywała mi spokój,
Tyś, będąca ukojeniem myśli,
Tyś, tworząca mój świat,
Zdradziłaś!!!
A ja???
Głupiec! Nie widzący prawdy,
Otumaniony twoją siłą...
Lecz teraz dość!
To ja! Człowiek!
Odnajdujący wolność i spokój,
Porzucam ciebie...
                  Dla Ludzi,
                  Dla Życia.
Pośród nierozumnych głupców
Gnijących wewnętrznie,
Od wspaniałego bożka materializmu,
Stojący człowiek w zaułku brudu,
Ludzkiej cywilizacji,
Jest oznaką walki...
O życie własne oraz innych.
Wrzask dusz,
płonących żywym ogniem,
Cierpienie bezkresne,
Niewiarygodny chaos,
Myśli i Uczuć,
Wyrzyganych bezsilnością mózgu.